nadszedł właśnie czas rozrachunków
Według Eigermana błyskotliwe pomysły i wydalanie to rzeczy nierozerwalnie ze sobą związane. Uruchamiał wszystkie szare komórki siedząc ze spodniami spuszczonymi do kostek w klozecie. Nieraz, podchmielony, wyjaśniał każdemu, kto chciał słuchać, że pokój światowy i lekarstwo na raka to zadania do rozwiązania z dnia na dzień, jeśli ludzie mądrzy i dobrzy po prostu usiedliby razem do wspólnej defekacji.
Na trzeźwo, myśl o kolektywnym załatwianiu najbardziej prywatnych potrzeb trwożyła go. Kibel jest miejscem samotnych wysiłków, gdzie ci wyniesieni na wysokie urzędy mogą wygospodarować trochę czasu, żeby medytować nad ciężarem swojej odpowiedzialności.
Oglądał napisy na drzwiach naprzeciwko. Nic nowego oprócz obscenicznych treści, co działało uspokajająco. Te same stare świństwa, wyskrobane przez kogoś, kogo świerzbiła wyobraźnia. Dodały mu odwagi, by zmierzyć się z własnymi problemami.
Miały one w swej istocie dwoisty charakter. Po pierwsze, miał pod opieką nieżywego człowieka. To, jak graffiti, stara historia. Ale zombie to temat na kino nocne, tak jak sodomia – na ścianę w toalecie. Nie ma dla nich miejsca w realnym świecie. To prowadzi do następnego problemu: przerażony telefon od Tommy’ego Caana, meldującego, że coś złego dzieje się w Midian. Do tych dwóch problemów po namyśle dodał teraz trzeci: doktor Decker. Nosił eleganckie garnitury, pięknie się wysławiał, ale miał w sobie coś niezdrowego. Eigerman nie żywił wobec niego żadnych podejrzeń aż do teraz, gdy siedział na kiblu. Nagle wydało mu się to proste, jak własny drut. Ten bękart wiedział więcej, niż mówił: nie tylko o umarłym człowieku Boon’ie, lecz o Midian i o tym, co się tam działo. Jeśli w ten sposób przygotowywał najpiękniejszy koniec kariery w Shere Neck – nadszedł właśnie czas rozrachunków, pewne jak gówno, i teraz pożałuje.
By admin | 3. mar 2010 | gra jak za dawnych lat, jak wyjsc z filtra | No Comments »