<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Wiersze</title>
	<atom:link href="http://wiersze.opowiastki.info/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://wiersze.opowiastki.info</link>
	<description>Kolejny blog oparty na WordPressie</description>
	<lastBuildDate>Wed, 03 Mar 2010 17:48:34 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.9.2</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>nie pozwoli, żeby dzień skończył się bez czyichś łez</title>
		<link>http://wiersze.opowiastki.info/nie-pozwoli-zeby-dzien-skonczyl-sie-bez-czyichs-lez/</link>
		<comments>http://wiersze.opowiastki.info/nie-pozwoli-zeby-dzien-skonczyl-sie-bez-czyichs-lez/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 03 Mar 2010 17:48:34 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[dj gra muzyke]]></category>
		<category><![CDATA[pieniadz ma wartosc]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://wiersze.opowiastki.info/nie-pozwoli-zeby-dzien-skonczyl-sie-bez-czyichs-lez/</guid>
		<description><![CDATA[Musi panować upał, pomyślał Eigerman, kiedy zobaczył, ilu ludzi zebrali Cormack i Holliday w ciągu sześćdziesięciu minut. Upał zawsze zacietrzewia ludzi, pobudzając do cudzołóstwa albo do zabijania. A Shere Neck ]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } --><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Musi panować upał, pomyślał Eigerman, kiedy zobaczył, ilu ludzi zebrali Cormack i Holliday w ciągu sześćdziesięciu minut. Upał zawsze zacietrzewia ludzi, pobudzając do cudzołóstwa albo do zabijania. A Shere Neck to mieścina o ograniczonych możliwościach, nie tak łatwo tu o seks na zawołanie, a teraz nadarzała się okazja postrzelania. Na zewnątrz w słońcu zebrało się dwudzie­stu mężczyzn i trzy czy cztery kobiety, które przyszły z nimi, plus Ashbery z jego wodą święconą.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">W ciągu minionej godziny były jeszcze dwa telefony z Midian. Jeden od Tommy’ego, któremu nakazał wrócić na cmentarz, by pomógł Pettine’owi w pilnowaniu nie­przyjaciela, dopóki nie przybędą posiłki. Drugi telefon od samego Pettine’a, który informował Eigermana, że jeden z mieszkańców Midian podjął próbę ucieczki. Wyśliznął się przez główną bramę, podczas gdy jego wspólnicy zorganizowali dywersję. Pettine krztusił się składając meldunek, a pogoń nie powiodła się. <span id="more-15"></span>Dlaczego? Ktoś podpalił opony w samochodach. Pożar szybko strawił</span></span></span><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;"> </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">pojazdy, włącznie z odbiornikiem radiowym, przez który nadawano meldunek. Pettine wyjaśniał właśnie, że nie będzie więcej raportów, kiedy radio umilkło.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Eigerman zachował tę informację dla siebie, bo obawiał się, że ostudzi zapał innych do przygody. Zabija­nie jest w porządku, ale nie miał pewności, czy znajdzie się wielu gotowych do wyruszenia, jeśli dowiedzą się, że niektórzy z tych bękartów będą się bronić.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Kiedy konwój odjeżdżał, spojrzał na zegarek. Zo­stało im może dwie i pół godziny dobrego światła, zanim zacznie się zmierzchać. Trzy kwadranse drogi do Midian, więc została godzina i trzy kwadranse, żeby załatwić tych sukinsynów, zanim noc stanie po stronie nieprzyjaciela. To wystarczy, jeśli się dobrze zorganizują. Najlepiej potraktować ich jak zwierzęta w gnieździe. Tak przypu­szczał Eigerman. Wypędzić na światło i patrzeć, co się stanie. Jeśli rozejdą się w szwach, jak opowiadał </span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">szczając </span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">po nogach Tommy, to wystarczy jako dowód dla sędzie­go, że te istoty były nieświęte jak piekło. Jeśli nie &#8211; jeśli Decker kłamał, jeśli Pettine był znów nabuzowany, a wszystko to jakaś głupia sprawa &#8211; znajdzie kogoś, kogo się zastrzeli, żeby to nie była zmarnowana podróż. Może się po prostu odwrócić i posłać kulę zombie w celi numer pięć, człowiekowi bez pulsu, za to z krwią na twarzy.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">W każdym razie nie pozwoli, żeby dzień skończył się bez czyichś łez.</span></span></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://wiersze.opowiastki.info/nie-pozwoli-zeby-dzien-skonczyl-sie-bez-czyichs-lez/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Za pierwszym razem trafione</title>
		<link>http://wiersze.opowiastki.info/za-pierwszym-razem-trafione/</link>
		<comments>http://wiersze.opowiastki.info/za-pierwszym-razem-trafione/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 03 Mar 2010 17:47:31 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[przemysl filmowy]]></category>
		<category><![CDATA[publikacja artykulu]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://wiersze.opowiastki.info/za-pierwszym-razem-trafione/</guid>
		<description><![CDATA[Powiedz, że szukamy rabusiów grobów. To zgromadzi tłum. Każdy ze strzelbą i łopatą się nada. Chcę, żeby zebrali się za godzinę. A nawet szybciej, jeśli zdołacie.
Decker uśmiechnął się, kiedy Cormack ]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } --><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Powiedz, że szukamy rabusiów grobów. To zgromadzi tłum. Każdy ze strzelbą i łopatą się nada. Chcę, żeby zebrali się za godzinę. A nawet szybciej, jeśli zdołacie.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Decker uśmiechnął się, kiedy Cormack ruszył w drogę.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Teraz jest pan szczęśliwy? &#8211; spytał Eigerman.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Cieszę się, widząc, że posłuchał pan moich rad.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Pańskich rad, gówno! Decker tylko się uśmiechnął.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Spieprzaj stąd pan &#8211; odezwał się Eigerman. &#8211; Mam robotę. Niech pan wróci, jeśli zorganizuje pan sobie pistolet.<span id="more-14"></span></span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Zaraz to zrobię.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Eigerman patrzył, jak wychodzi, potem podniósł słuchawkę telefonu. Myślał o wykręceniu tego numeru, odkąd zdecydował się pojechać do Midian; numeru, pod który już dawno nie miał powodu dzwonić. Zadzwonił teraz. W parę sekund na linii pojawił się ojciec Ashbery.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Słyszę, że ojciec zdyszał się? Ashbery od razu wiedział, kto dzwoni.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Eigerman.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Za pierwszym razem trafione. Czym się ojciec teraz zajmował?</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Wyszedłem pobiegać.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Dobry pomysł. Wypocić brzydkie myśli.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Czego pan chce?</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- A jak ojciec myśli? Potrzebuję księdza.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Nie popełniłem żadnego przestępstwa.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Nic o tym nie słyszałem.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Nie używam, Eigerman. Boże, przebacz mi moje grzechy.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- To nie ulega kwestii.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Więc proszę mi dać spokój.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Proszę się nie rozłączać!</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Ashbery natychmiast wyczuł niepokój w głosie Eigermana.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- No cóż &#8211; odezwał się.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Słucham?</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Ma pan problem?</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Może obaj mamy.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- O czym pan myśli?</span></span></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://wiersze.opowiastki.info/za-pierwszym-razem-trafione/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Znów kołatały w jego głowie pytania</title>
		<link>http://wiersze.opowiastki.info/znow-kolataly-w-jego-glowie-pytania/</link>
		<comments>http://wiersze.opowiastki.info/znow-kolataly-w-jego-glowie-pytania/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 03 Mar 2010 17:46:58 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[dziecinni muzycy]]></category>
		<category><![CDATA[powracajaca gwiazda]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://wiersze.opowiastki.info/znow-kolataly-w-jego-glowie-pytania/</guid>
		<description><![CDATA[A jednocześnie szef musiał podjąć jakieś decyzje. Zaczął dzień jako bohater, aresztując zabójcę z Calgary, ale instynkt mówił mu, że wydarzenia mogą bardzo szybko wyniknąć mu się z rąk. W ]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } --><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">A jednocześnie szef musiał podjąć jakieś decyzje. Zaczął dzień jako bohater, aresztując zabójcę z Calgary, ale instynkt mówił mu, że wydarzenia mogą bardzo szybko wyniknąć mu się z rąk. W tym wszystkim było tyle rzeczy nieuchwytnych, tyle pytań bez odpowiedzi. Istniało oczywiście łatwe wyjście. Mógł zadzwonić do swoich przełożonych w Edmonton i przekazać im ten cały pasztet, żeby się nim zajęli. Ale jeśli rezyg­nuje z problemu &#8211; rezygnuje z chwały. Alternatywę stanowiło działanie, teraz, przed zapadnięciem nocy. Tak powtarzał Tommy, a ile czasu zostało? Trzy, cztery godziny, żeby wyplenić wszelkie obrzydliwości Midian. Jeśli mu się powiedzie, podwoi szeregi swoich po­mocników. Pewnego dnia nie tylko przywiedzie ludzkie zło przed oblicze sprawiedliwości, lecz oczyści ohydną jamę, w której zło ma swoje zaplecze: litość i współ­czucie.<span id="more-13"></span></span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Znów kołatały w jego głowie pytania, na które niby już odpowiedział, a nie należały do łatwych. Jeśli wierzyć lekarzom, którzy badali Boone’a i meldunkom nadcho­dzącym z Midian, </span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">rzeczy </span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">zasłyszane tylko w bajkach okazywały się realne. Czy naprawdę miał się zmierzyć z umarłym człowiekiem, który chodził, i z bestiami, które zabija światło słoneczne?</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Siedział, wydalał i rozważał różne możliwości. Zajęło mu to pół godziny, ale wreszcie podjął de­cyzję. Jak zwykle, kiedy przestał się pocić, wszyst­ko wydawało się proste. Może dziś świat nie był tym samym światem, co wczoraj. Jutro, za sprawą Boga, świat wyglądać będzie po staremu: umarli będą umarli, a sodomia tylko na ścianach w pewnych miej­scach. Jeśli nie wykorzysta swojej szansy, by stać się mężem opatrznościowym, nigdy nie dostanie dru­giej, a przynajmniej nie szybciej niż się zestarzeje i zajmie wyłącznie swoimi hemoroidami. To Bóg zesłał mu możliwość wykazania się. Nie stać go na jej zmar­nowanie.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Z nowym wewnętrznym przekonaniem wytarł ty­łek, podciągnął spodnie, spłukał kupę i wyszedł na spotkanie ze swoim wyzwaniem. Z podniesioną gło­wą.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Potrzebuję ochotników, Cormack, którzy poja­dą ze mną do Midian i zaczną kopać.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Na kiedy ich potrzebujesz?</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Teraz. Mamy mało czasu. Zacznij od barów! Weź ze sobą Hollidaya!</span></span></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://wiersze.opowiastki.info/znow-kolataly-w-jego-glowie-pytania/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>nadszedł właśnie czas rozrachunków</title>
		<link>http://wiersze.opowiastki.info/nadszedl-wlasnie-czas-rozrachunkow/</link>
		<comments>http://wiersze.opowiastki.info/nadszedl-wlasnie-czas-rozrachunkow/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 03 Mar 2010 17:46:13 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[gra jak za dawnych lat]]></category>
		<category><![CDATA[jak wyjsc z filtra]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://wiersze.opowiastki.info/?p=11</guid>
		<description><![CDATA[Według Eigermana błyskotliwe pomysły i wydala­nie to rzeczy nierozerwalnie ze sobą związane. Urucha­miał wszystkie szare komórki siedząc ze spodniami spuszczonymi do kostek w klozecie. Nieraz, podchmielo­ny, wyjaśniał każdemu, kto chciał ]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } --><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Według Eigermana błyskotliwe pomysły i wydala­nie to </span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">rzeczy </span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">nierozerwalnie ze sobą związane. Urucha­miał wszystkie szare komórki siedząc ze spodniami spuszczonymi do kostek w klozecie. Nieraz, podchmielo­ny, wyjaśniał każdemu, kto chciał słuchać, że pokój światowy i lekarstwo na raka to zadania do rozwiązania z dnia na dzień, jeśli ludzie mądrzy i dobrzy po prostu usiedliby razem do wspólnej defekacji.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Na trzeźwo, myśl o kolektywnym załatwianiu naj­bardziej prywatnych potrzeb trwożyła go. Kibel jest miejscem samotnych wysiłków, gdzie ci wyniesieni na wysokie urzędy mogą wygospodarować trochę czasu, żeby medytować nad ciężarem swojej odpowiedzial­ności.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Oglądał napisy na drzwiach naprzeciwko. Nic no­wego oprócz obscenicznych treści, co działało uspokaja­jąco. Te same stare świństwa, wyskrobane przez kogoś, kogo świerzbiła wyobraźnia. Dodały mu odwagi, by zmierzyć się z własnymi problemami.<span id="more-11"></span></span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Miały one w swej istocie dwoisty charakter. Po pierwsze, miał pod opieką nieżywego człowieka. To, jak graffiti, stara historia. Ale zombie to temat na kino nocne, tak jak sodomia &#8211; na ścianę w toalecie. Nie ma dla nich miejsca w realnym świecie. To prowadzi do następnego problemu: przerażony telefon od Tommy’ego Caana, meldującego, że coś złego dzieje się w Midian. Do tych dwóch problemów po namyśle dodał teraz trzeci: doktor Decker. Nosił eleganckie garnitury, pięknie się wysła­wiał, ale miał w sobie coś niezdrowego. Eigerman nie żywił wobec niego żadnych podejrzeń aż do teraz, gdy siedział na kiblu. Nagle wydało mu się to proste, jak własny drut. Ten bękart wiedział więcej, niż mówił: nie tylko o umarłym człowieku Boon’ie, lecz o Midian i o tym, co się tam działo. Jeśli w ten sposób przygotowywał najpiękniejszy koniec kariery w Shere Neck &#8211; nadszedł właśnie czas rozrachunków, pewne jak gówno, i teraz pożałuje.</span></span></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://wiersze.opowiastki.info/nadszedl-wlasnie-czas-rozrachunkow/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>chmura much, tak wielka, że same siebie pogrążyły w ciemności</title>
		<link>http://wiersze.opowiastki.info/chmura-much-tak-wielka-ze-same-siebie-pograzyly-w-ciemnosci/</link>
		<comments>http://wiersze.opowiastki.info/chmura-much-tak-wielka-ze-same-siebie-pograzyly-w-ciemnosci/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 03 Mar 2010 17:44:43 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[powracajaca gwiazda]]></category>
		<category><![CDATA[przemysl filmowy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://wiersze.opowiastki.info/?p=9</guid>
		<description><![CDATA[Nie zdołała ocenić jej pospiesznej reakcji. Kon­takt został przerwany natychmiast, a widok poprzez oczy Babette zniknął. Lori znalazła się na progu kuchni.
W głowie słyszała wyraźne odgłosy wydawane przez muchy. Ich ]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } --><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Nie zdołała ocenić jej pospiesznej reakcji. Kon­takt został przerwany natychmiast, a widok poprzez oczy Babette zniknął. Lori znalazła się na progu kuchni.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">W głowie słyszała wyraźne odgłosy wydawane przez muchy. Ich bzyczenie nie było echem Midian, lecz czymś realnym. Latały w kółko po pomieszczeniu nad jej głową. Aż za dobrze wiedziała, jaka woń je tu przywiodła, jajeczkujące i głodne; miała też całkowitą pewność, że po tym wszystkim, co zobaczyła w Midian, nie zdoła wyko­nać jeszcze jednego kroku w stronę zwłok na podłodze. To już za dużo śmierci ^ jej świecie, w jej głowie i dookoła. Jeśli nie ucieknie, oszaleje. Musiała wracać na świeże powietrze, gdzie mogłaby swobodnie odetchnąć. Może znaleźć jakiś niewielki sklep i pogadać ze sprzeda­wczynią, ot tak, o pogodzie, o cenach ręczników papiero­wych, o czymkolwiek, równie długo, co banalnie, niecie­kawie.<span id="more-9"></span></span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Ale muchy chciały bzyczeć w jej uszach. Próbowała je odgonić. Wciąż przylatywały jednak do niej, do niej,</span></span></span><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;"> </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">ze skrzydełkami lepkimi od śmierci, odnóżami czer­wonymi od śmierci.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Dajcie mi spokój &#8211; szlochała. Ale jej gwałtowne zachowanie przyciągało tylko coraz większe ich chmary, zrywające się na dźwięk jej głosu od swego stołu jadal­nego, niewidocznego za plecami. Umysł Lori walczył, by zachować dystans do rzeczywistości, w którą znów zo­stała rzucona, ciało błagało by wyjść z kuchni.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">I umysł, i ciało zawiodły. Nadleciała chmura much, tak wielka, że same siebie pogrążyły w ciemności. Niejas­no zdała sobie sprawę, że taka obfitość jest niemożliwa i że to jej psychika tworzy obrazy grozy w swoim pomieszaniu. Ale ta myśl była za słaba, by powstrzymać szaleństwo. Rozum sięgał po tę myśl, lecz chmura była coraz bliżej. Czuła ich odnóża na swoich ramionach i twarzy, zostawiające smużki substancji, w której były unurzane: krwi Sheryl, żółci Sheryl, potu i łez Sheryl. Nadlatywało ich tak wiele, że nie wszystkie mogły znaleźć dla siebie miejsce na ciele Lori, więc szukały drogi do jej warg, pełzły w nozdrza i oczy.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Raz we śnie o Midian, śmierć przyszła jak pył, ze wszystkich zakątków świata, czy tak? I czyż nie stała pośrodku burzy, pieszczona i szczęśliwa świadomością, że umarli składają się na ten wiatr? I oto druga część tamtego snu: horror wobec wspaniałości części pierw­szej. Świat much współzawodniczy z tamtym światem pyłu; świat niezrozumienia i ślepoty; umarłych bez pogrzebu i bez wiatru, który by ich zabrał. Tylko muchy na nich ucztują i rozmnażają się.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">W tym współzawodnictwie pyłu i much stała po jednej stronie; wiedziała, nawet gdy całkiem traciła przytomność, że jeśli Midian umrze, a ona nic w tej sprawie nie zrobi, jeśli Pettine, Gibbs i ich kumple rozkopią azyl Nocnego Plemienia, wtedy ona, pewnego dnia obrócona w proch, dotknięta losem Midian, nie będzie miała dokąd ulecieć i dostanie się w ręce much, ciałem i duszą.</span></span></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://wiersze.opowiastki.info/chmura-much-tak-wielka-ze-same-siebie-pograzyly-w-ciemnosci/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
